Robert Czwartek: Wszyscy liczymy straty

Zapraszamy do lektury obszernej rozmowy z prezesem SPR Wisły Płock Robertem Czwartkiem. Oczywiście tematem przewodnim są wyzwania związane z zawieszeniem rozgrywek PGNiG Superligi oraz VELUX EHF Champions League, ale nie zabrakło pytań o przyszłość i zmiany w kadrze pierwszego zespołu.

Jak obecnie wygląda sytuacja w SPR Wiśle Płock?

Robert Czwartek - Od soboty nasze zespoły zawiesiły wspólne treningi w ORLEN Arenie, jak również na siłowni. Niestety nie możemy korzystać z tych obiektów, co oczywiście wynika z zagrożenia zarażeniem koronawirusem i z rozporządzenia Ministra Zdrowia z dnia 13 marca. Poza tym dziś najważniejsze to zdrowie naszych zawodników i całej społeczności klubowej. W to miejsce zawodnicy rozpoczęli treningi indywidualne w domu na podstawie programów przygotowanych przez sztab szkoleniowy, co pozwoli im na zachowanie formy i kondycji fizycznej. Zawodnicy indywidualne biegają w lesie, czy nad Wisłą. Mamy ku temu bardzo dobre warunki u nas w mieście. Jeśli chodzi o pracowników administracyjnych, to wszyscy przeszli na system home office - praca zdalna.

Wszystkie najważniejsze imprezy sportowe czy rozgrywki ligowe w Europie zostały zawieszone lub odwołane, w związku z czym coraz głośniejsze stają się głosy o problemach finansowych, z jakimi wszyscy będą musieli się mierzyć. Czy to dotyczy również SPR Wisły Płock?

- Liczymy się z tym, że jako sportowa spółka akcyjna, której celem jest działalność sportowa, również odczujemy finansowo fakt zawieszenia rozgrywek, zarówno w Superlidze, jak i w Lidze Mistrzów. W tym momencie nie mamy przychodów ze sprzedaży biletów, czy dodatkowych świadczeń finansowych od sponsorów, gdyż wiele świadczeń reklamowych na rzecz sponsorów odbywa się w hali podczas rozgrywanych meczów. Jest to oczywiście problem w skali światowej, nie tylko piłki ręcznej, ale całego świata sportu.

- Na chwilę obecną sytuacja jest pod kontrolą. Jesteśmy w stały kontakcie z naszym Sponsorem Generalnym PKN ORLEN. Jednocześnie analizujemy wszystkie obszary naszego budżetu pod względem przychodów i kosztów. Oczywiście, w związku z brakiem meczów, ponosimy mniejsze wydatki, ale jednocześnie nic nie zarabiamy. Nie jest jednak tak, że to nam się fajnie bilansuje i że możemy spać spokojnie.

Czy docierają do Pana jakieś sygnały odnośnie wznowienia rozgrywek PGNiG Superligi?

- Tak naprawdę nie wiemy na tę chwilę nic więcej, co wynika z oficjalnych komunikatów. Każdy scenariusz wydaje się możliwy. Jesteśmy w kontakcie z zarządem Superliga Sp. z o.o. Każdy klub, w tym również my, z niecierpliwością wyczekujemy rozwoju sytuacji. Zawodnicy chcieliby grać, kluby chciałyby realizować swój budżet, szczególnie w obszarze przychodów, ale musimy dbać o nasze zdrowie.

Pomysł wyłonienia mistrza po rundzie zasadniczej bez rozgrywania fazy play-off wchodzi w grę?

- Superliga Sp. z o.o. może podjąć decyzję, że rozstrzyga sezon sportowy na podstawie rozegranych 24 serii, gdyż w 25 serii spotkań został rozegrany tylko jeden mecz pomiędzy Azotami Puławy a PGE VIVE Kielce. Wówczas gorszym bilansem bramek przegrywamy z kielczanami i zajmujemy drugie miejsce. Trudno mi w tej chwili dyskutować, czy byłoby to dobre, czy złe. Z punktu widzenia naszych finansów, byłoby to rozwiązanie możliwe do zaakceptowania przez nas. Niemniej w sporcie wszystko powinno się rozgrywać na boisku i jako klub chcielibyśmy mieć tę szansę zagrania jeszcze o złoty medal.

W Pana subiektywnej ocenie, jakie rozwiązanie byłoby najbardziej sprawiedliwe?

- W tym momencie wszystkie decyzje determinuje czas wstrzymania rozgrywek, który na tę chwilę jest nieokreślony. Kluby mają podpisane kontrakty z zawodnikami do zakończenia sezonu sportowego. Przesunięcie zakończenia rozgrywek na okres późniejszy, niż koniec czerwca stawia kluby w bezprecedensowej sytuacji, gdyż dojdzie do roszad w składach. Chciałbym zagrać o mistrzostwo, ale nie kosztem problemów formalnych związanych z utrzymaniem kadry zawodniczej po wygaśnięciu ich umów. Należy pamiętać, że do wszelkich takich decyzji jest potrzebny dialog z klubami, bo przecież wszyscy jesteśmy członkami Superligi.

A co z Ligą Mistrzów?

- Na podstawie listu, który otrzymaliśmy we wtorek od władz EHF mogę powiedzieć, że sytuacja jest jeszcze bardziej skomplikowana i złożona. Nie do końca czuję się upoważniony, aby medialnie mówić, czego dokładnie on dotyczy, ale daje on nam pewien obraz sytuacji i wyzwań, jakie stają przed federacją oraz klubami. Dobrze, że takie pismo zostało wypuszczone, bo jest to jakaś baza do rozmów z zawodnikami. Faktem jest, że każdy już liczy straty i dotyczy to każdego uczestnika świata piłki ręcznej i ogólnie sportu. Jak na razie, po raz szósty w historii klubu, wywalczyliśmy awans do Last16. To też dobra informacja, w zakresie naszej wartości marketingowej i pozycjonowania klubu w europejskim handballu.

Czy ta sytuacja może mieć przełożenie na przygotowanie drużyny do sezonu 2020/2021?

- Ostatni sfinalizowany kontrakt to umowa Mirsada Terzicia, którą w tym tygodniu oficjalnie potwierdziliśmy. Trwają negocjacje z kolejnymi zawodnikami, natomiast przez epidemię mamy na tyle niepewną sytuację, że dzisiaj trudno byłoby mi z czystym sumieniem podpisać umowę z nowym graczem. Każda taka decyzja musi być jeszcze mocniej przemyślana pod kątem kondycji finansowej klubu.

Oprócz tego, co już wiemy, jakie zmiany kadrowe czekają zatem pierwszy zespół ORLEN Wisły Płock?

- Na chwilę obecną, nie rozważamy zaproponowania nowej umowy Ondrejowi Zdrahali. Ponadto mogę potwierdzić, że nie przedłużę umowy z Jerko Matuliciem i Mateuszem Piechowskim, co nie wynika w jakikolwiek sposób z obecnej sytuacji. Ci zawodnicy wiedzą już o tym. W związku z tym na tych dwóch pozycjach szukamy wzmocnień i prowadzimy negocjacje z kandydatami.

W mediach pojawiło się już kilka nazwisk w kontekście gry w naszym klubie – Patryk Mauer, Krzysztof Komarzewski i Abel Serdio z Barcelony. Czy może Pan zdradzić coś więcej?

- Nie potwierdzam, nie zaprzeczam (śmiech). A tak na poważnie, wszystkie rozmowy są objęte w pewnym sensie tajemnicą handlową. Oprócz nas do stołu siada również druga strona, która chciałaby zadbać o spokój medialny. Każde takie wiążące decyzje zawsze komunikujemy opinii publicznej po uzgodnieniu z zainteresowanymi stronami.

Jak obecnie wygląda sytuacja Konstantina Igropulo? Jakby Pan podsumował jego dotychczasową grę w ORLEN Wiśle Płock?

- Wiem, że nasi sympatycy mają wiele pytań i wątpliwości co do wariantu z jego sprowadzeniem. Ja osobiście, gdy podpisywaliśmy kontrakt, również oczekiwałem więcej, ale jednocześnie miałem świadomość ryzyka. Sytuacja z Jose de Toledo stawiała nas w bardzo trudnej sytuacji i wbrew utartej opinii, na transferze Tino mogliśmy tylko zyskać. Jego CV i osiągnięć nie trzeba nikomu przecież przedstawiać, a ponadto - delikatnie mówiąc - rynek nie jest jakoś specjalnie bogaty w leworęcznych rozgrywających na poziomie Ligi Mistrzów.

- Początkowo szło to mniej więcej zgodnie z planem. Już w wyjazdowym meczu z GOG w październiku Igropulo było jedną kluczowych naszych postaci i wówczas przydarzył mu się kolejny uraz, niezwiązany zupełnie z wyleczoną już kontuzją kolana. W ostatnich meczach Tino wrócił do gry, w naszych rozmowach powtarzał, że nie ma już problemów zdrowotnych i potrzebuje tylko minut na boisku, co miało też nam pomóc zweryfikować jego faktyczną formę, a dziś dochodzimy do momentu, kiedy wszystkie rozgrywki zostały zawieszone.

- Jeśli chodzi zatem o jego przyszłość, decyzja nie została podjęta. Widziałem, że dementował swój transfer do Spartaka Moskwa. Sytuacja z naszej strony wygląda tak, że w kontrakcie mamy określony czas na podjęcie decyzji, czy będziemy dalej współpracować przez kolejny sezon.

Od nowego sezonu Superliga wprowadza wymóg dwóch Polaków na boisku. Czy to w jakimś stopniu determinuje Wasze decyzje co do składu na przyszły sezon?

- Rzeczywiście otrzymaliśmy informację z Związku Piłki Ręcznej w Polsce i z Superligi, że w przyszłym sezonie przez sześćdziesiąt minut trwania meczu w rundzie zasadniczej w drużynie będzie musiało w tym samym czasie przebywać minimum dwóch Polaków na boisku. Za każdy brak polskiego zawodnika na boisku drużyna będzie otrzymywała karę dwóch minut. Trudno mi polemizować z tą decyzją, tym bardziej w sytuacji epidemii koronawirusa. Nasza federacja, jak i Superliga tłumaczą to troską o kadrę narodową, gdyż wiemy w jakim miejscu ta kadra się znajduje. Oczywiście życzeniem i marzeniem każdego prezesa klubu Superligi jest, aby swoje ambicje sportowe realizować graczami pochodzącymi z naszego kraju, przy czym nie jest to jakiś afront do zawodników zagranicznych. Jako Wisła mamy bogate tradycje szkoleniowe, przez wiele lat osiągaliśmy sukcesy na krajowym podwórku nie tylko Polakami, ale nawet w przeważającej większości naszymi wychowankami, którzy również regularnie zasilali reprezentację Polski. Dlatego my już od dawna pracujemy i staramy się, aby ci nasi wychowankowie grali w pierwszej drużynie, jak najwięcej, pamiętając przy tym wszystkim o naszych celach sportowych. Odpowiadając wreszcie na pytanie – tak, prowadzimy rozmowy z polskimi zawodnikami, aby w przyszłym sezonie móc ten wymóg wypełnić.

Najlepsi

średnia: 4.7
średnia: 4.34
średnia: 4.29

Najskuteczniejsi

121 G / 32 M
Liga Mistrzów: 34 G / 11 M
PGNiG Superliga: 87 G / 21 M
110 G / 32 M
Liga Mistrzów: 34 G / 11 M
PGNiG Superliga: 76 G / 21 M
101 G / 35 M
PGNiG Superliga: 55 G / 23 M
Liga Mistrzów: 46 G / 12 M