Miszczyński: Mamy jeszcze coś do wygrania

altPo ostatnich niepowodzeniach w Pucharze EHF oraz porażce z Vive Targi Kielce, głos zabrał Prezes SPR Wisła Płock Andrzej Miszczyński. 


Za nami chyba jeden z najbardziej pracowitych miesięcy w sezonie. Niestety nie udało się wygrać trzech najważniejszych meczów, w tym prestiżowego pojedynku w Kielcach. Jak te niepowodzenia rzutują na dalszą część sezonu? Wśród kibiców pojawiają się już głosy o sezonie straconym.
Ostatnie porażki są faktem, a z nimi się nie dyskutuje. Zdaję sobie sprawę, że każda moja próba usprawiedliwienia czegokolwiek będzie odebrana jako łatwa wymówka lub przysłowiowe mydlenie oczu. Mamy jednak świadomość, że gramy znacznie poniżej swoich możliwości, ale zapewniam, że wiemy dlaczego tak się dzieje i ten problem wspólnie z zawodnikami i trenerami wkrótce rozwiążemy. Potrzebujemy do tego jeszcze trochę czasu. Nie ulegam panice, gdyż sytuacja, jaką obecnie obserwujemy, była brana pod uwagę jako jeden ze scenariuszy tego sezonu, a swoją obawę w tej kwestii wyraziłem na początku grudnia 2012 na łamach oficjalnej strony internetowej.

Czy mógłby Pan postawić zatem krótką diagnozę sytuacji Orlen Wisły w poszczególnych rozgrywkach?
Kwestia tytułu Mistrza Polski rozstrzygnie się dopiero za ok. trzy miesiące, natomiast zdobywcę Pucharu Polski poznamy za sześć tygodni, więc mamy jeszcze chwilę czasu, aby wyjść z sytuacji, w której się obecnie znajdujemy. Największy problem mamy z realizacją celu związanego z Pucharem EHF. Tu czasu już nie mamy, ponieważ porażką na własnym parkiecie z Team Tvis Holstebro sami postawiliśmy się pod ścianą. W tych rozgrywkach margines błędu został już całkowicie wykorzystany. W najbliższą sobotę oraz każdą następną w marcu będziemy grać kolejno trzy szekspirowskie mecze z kategorii „to be or not to be".

Jak to zwykle bywa, po niepowodzeniach zaczyna się szukać winnych takiego stanu rzeczy. Po wydarzeniach w Kielcach wydaje się, że kibice nie mają co do tego żadnej wątpliwości.
Nasz zespół z trenerem Larsem Waltherem w najbliższy weekend wchodzi w decydującą fazę sezonu i skrajną nieodpowiedzialnością z mojej strony byłoby podejmowanie jakichkolwiek decyzji pod presją emocjonalnego zachowania części kibiców. Kibic ma prawo cieszyć się po zwycięstwie i być rozgoryczony po porażce. Ma prawo krytykować decyzje prezesa i trenera, ale nie może sobie przywłaszczać prawa do zarządzania klubem w kwestiach decyzji personalnych, ani żadnych innych. Tak długo, jak jako prezes będę ponosił odpowiedzialność za SPR Wisłę Płock, tak długo ja będę podejmował decyzje w zakresie swoich statutowych kompetencji i żadna, nawet zorganizowana akcja części kibiców tego nie zmieni. Summa summarum to ja będę odpowiadał za funkcjonowanie spółki i osiągane cele, a nie kibice, którzy oceniają poszczególne zagadnienia widząc zaledwie wycinek całej rzeczywistości.

Jednym z zarzutów, który w ostatnim czasie nabrał na sile, jest Pana znajomość z trenerem Waltherem, która rzekomo miałaby wykraczać poza tradycyjne relacje pracodawca-pracownik.
Zarzut „kolesiostwa" usłyszałem przed halą w Kielcach po przegranym meczu, między innymi ze strony 19-sto latka kierującego dopingiem naszych kibiców. Mogę potwierdzić, że trener Lars Walther jest moim kolegą z czasów wspólnych występów w Danii. Powiem więcej, jeszcze dłużej znam się z Krzysztofem Kisielem, Arturem Góralem, czy Robertem Jankowskim, a nasza znajomość rozpoczęła się, kiedy tego młodego lidera kibiców nie było jeszcze na świecie. Do grona swoich kolegów mogę dodać również Alfreda Gislasona, Patrice Canayera, Bruno Martiniego, Martina Schwalba, Guerica Kervadeca i wielu innych. Czy w świetle postawionego mi zarzutu mam rozumieć, że żaden z nich nigdy nie powinien znaleźć zatrudnienia w SPR Wiśle Płock?

Podejrzewam jednak, że nie chodzi o fakt samej znajomości, co o jej wpływ na decyzje o wyciągnięciu konsekwencji za ostatnie porażki.
Powtórzę to, co powiedziałem wcześniej – przed nami kluczowe dla końcowych rozstrzygnięć tego sezonu mecze i skrajną nieodpowiedzialnością z mojej strony byłoby wszczynanie rewolucji. Mamy pełny obraz problemów, jakie trapią naszą drużynę i ufam, że ze sztabem szkoleniowym w obecnym składzie możemy wspólnie z tego dołka wyjść.

Po meczu w Kielcach niektórzy kibice zasugerowali, że jednym z wyjść z tej sytuacji jest Pana dymisja.
Również ten sam 19-latek zapewnił mnie, że jeśli on tak zechce, to kibice, którym przewodzi, usuną mnie ze stanowiska prezesa, a inny kibic rzeczywiście zażądał mojego „odejścia z honorem", bo czuje się nieszanowany i poniżany. Jeśli porażki będą postrzegane przez część kibiców jako brak szacunku dla nich i będą odbierane jako swoje poniżenie i upokorzenie, to jako instytucja sportowa będziemy mieli z tym duży problem. Nie ma bowiem sportu bez porażki. Niekorzystny wynik spotkania nie może być pretekstem do przejawiania agresywnych zachowań i prowokowania działań de facto osłabiających wizerunek klubu. Nie taka jest rola kibica we współczesnym sporcie. Pomijam już fakt, że jest to dla mnie cholernie przykre. Przypominam, że jest jeszcze coś do wygrania w tym sezonie. Zarząd i drużyna są rozliczani za realizację celów w kontekście całego sezonu, a jeśli chodzi o mnie, to o moim odejściu z pewnością decydować będzie Rada Nadzorcza Spółki, a nie nastoletni kibic kierujący dopingiem.

Czy ostatnie wydarzenia zweryfikowały Pana oczekiwania co do dalszej części sezonu?
Każda seria, czy dobra, czy zła, kiedyś się kończy. Jako zespół głęboko wierzymy, że w tym tygodniu słońce zaświeci wreszcie dla naszej drużyny i cele na ten sezon pozostaną niezmienione.

Najlepsi

średnia: 4.7
średnia: 4.34
średnia: 4.29

Najskuteczniejsi

121 G / 32 M
PGNiG Superliga: 87 G / 21 M
Liga Mistrzów: 34 G / 11 M
110 G / 32 M
PGNiG Superliga: 76 G / 21 M
Liga Mistrzów: 34 G / 11 M
101 G / 35 M
PGNiG Superliga: 55 G / 23 M
Liga Mistrzów: 46 G / 12 M